Analogowo

Trochę się obawiam. Próbuję tę obawę w sobie określić. Sprecyzować. Poszukać jej przyczyn. Nie uciekać w szum. Trochę się obawiam odstawić telefon i być obecna. Zaskoczył mnie ten lęk, gdy postanowiłam, że jutro odłożę go w jedno miejsce, jakby był telefonem stacjonarnym i będę do niego podchodzić tylko, gdy ktoś zadzwoni lub gdy będę musiała zrobić coś ważnego.

Niewygodna myśl o odstawieniu. Oczywiście, uzależnienie. Ale też ucieczka w ruch. W zajętość. W robienie. Ale ucieczka przed czym?

Na telefonie robię wszystko. Spotykam się z ludźmi. Modlę się o nich. Czytam Słowo. Spisuję, co mówi do mnie Bóg. Snuję wizje i tworzę plany. Czytam książki. Kupuję. Organizuję nasze życie. Inspiruję się do prowadzenia edukacji domowej. Wyszukuję ładne rzeczy. Piszę. Sprawdzam informacje. Mam w nim ulubione przepisy. Notuję swoje myśli. Listy zakupów. Listy spraw do załatwienia. Terminy spotkań i wizyt. Płacę kartą w telefonie w sklepie czy restauracji. Pokazuję wirtualny dowód osobisty. Robię zdjęcia. Uczę się. I tracę czas.

Jest tego tyle, że często zapominam być. Mogłabym z powodzeniem patrzeć tylko w ekran i wciąż nie skończyć tego, co jest ważne i pilne do zrobienia. A jednak mimo łatwego usprawiedliwienia niewygodnie mi z tym. Z nieobecnością.

Męczy mnie ten nieograniczony świat zamknięty w sprytnie zaprojektowanym świecącym pudełku. Lubię go używać. Nie lubię, gdy mnie pochłania. I gdy jestem nieprzykładem. Bo nasze dzieci nie mają dostępu ani do bajek, ani do telefonu. A jednak ja jestem w nim tak często. Zbyt często. Bo wciąż mi mózg o czymś przypomina. I chce się rozwijać. I chce wiedzieć więcej. Ale ja chciałabym czasem nie wiedzieć zupełnie nic. Tylko i wyłącznie być.

Ale, ucieczka. To też moja ucieczka. Bo w ciszy pojawiają się pytania. O siebie. O Niego. O życie. O przyszłość. W ciszy trzeba się rozprawić z tym, co jest. To dobre. To nie zawsze wygodne. Nigdy łatwe. A jednak cisza jest w końcu błoga. Jest docieraniem do siebie. Słuchaniem Jego, bez czego nie ma mnie. Bom Jego. Określaniem. Definiowaniem. Szukaniem i znajdowaniem (s)pokoju.

I obecność. Pamiętam z dzieciństwa, gdy wszyscy siedzieliśmy razem w dużym pokoju. Może i leciał jakiś program w telewizji, ale jednak toczyły się i rozmowy. Jednak byliśmy. Ja w każdym razie pamiętam, że w pokojach zamykaliśmy się tylko po to, by się uczyć. Towarzyszyliśmy sobie. Chciałabym, by i taki dom mieli nasi synowie. Gdzie wszyscy są obecni. Uważni na siebie nawzajem. I by tacy z niego wyszli.

Dlatego jutro nie sięgnę rano po telefon. Dlatego później odstawię go w jedno miejsce. Dlatego będę. Obecna.

Opowiem, jak mi idzie.

Nie chcę z tego robić siedmiodniowego wyzwania. Miesięcznego postu. Ograniczonego czasu skupienia. Chcę tego na życie. Chcę tego w nawyku. Niech mi się stanie.

Masz podobnie? Co z tym zrobisz?

• Jeśli chcesz wesprzeć mnie w pisaniu, możesz postawić mi wirtualną kawę. Dziękuję za każdą! 🫀•