Od wdzięczności oddycha się lżej. Jakby zwiększała pojemność płuc. Naprawiała krótkość obciążonego zmartwieniem oddechu. Od wdzięczności rośnie pojemność. Na wszystko, co przychodzi. Od wdzięczności poszerza się spokój. Od wdzięczności Jemu.
Ktoś mnie ostatnio poprosił, żebym przypomniała sobie dobre drobnostki, którymi latami obdarowywał mnie Bóg. Wieczorem, gdy leżałam w ciemnym pokoju, spróbowałam przywołać te wszystkie, o których wiedziałam bez cienia wątpliwości, że to był właśnie On. Na początku było mi bardzo trudno. Krążyłam pośród wydarzeń, ale nic szczególnego się nie pojawiało. Aż nagle szczegół po szczególe zaczęły wracać. Dobroci mojego Boga. Przeszywające. Jakby Ktoś mnie mocno przytulił i przypomniał: „Przecież Jestem. Przecież zawsze Byłem. Pamiętasz?
O naszych spotkaniach w jaskini wypełnionej krystalicznie czystą wodą, kiedy leżałaś cała zanurzona, jedynie z głową ponad powierzchnią i tak bywaliśmy razem godzinami?
O tym, jak kiedyś zadzwoniła do ciebie koleżanka i powiedziała, że dziś cały dzień będzie się o ciebie modlić i przekazywać, co Ja mam ci do powiedzenia? I to był deszcz dobrych słów i rzeczy o przyszłości?
O tym, jak wprowadzałem cię latami w wizję twojej przyszłości, która krok po kroku odkryła przed tobą Mozambik, męża, twoje powołanie, a która zawsze zaczynała się naszym Spotkaniem?
O tym, jak leciałaś pierwszy raz do Afryki i bałaś się strasznie? Na dodatek zapomniałaś szczoteczki do zębów i byłaś zła, że jeszcze to. Ale przyszła stewardesa z prośbą o zmianę miejsca i w ramach podziękowania przyniosła ci nocny zestaw kosmetyków z pierwszej klasy? A tam była szczoteczka.
O tym, jak spotkaliśmy się w małym górskim domku z koniem, po słowackiej stronie Tatr, kiedy siedziałem uśmiechnięty w zbożu, z kłosem w zębach i zapytałem cię, czy jedziemy razem do Mozambiku? Wiedziałaś wtedy, że wszystkim Sam się zajmę.
O tym, jak byłaś sama na koloniach w górach i bardzo tęskniłaś za rodzicami, a ja powiedziałem im na swój sposób, żeby tego dnia zadzwonili do ciebie jeszcze raz? A potem przyjechał do ciebie twój brat.”
Z każdym kolejnym przypomnieniem zaczęło mi się robić ciszej w środku. Poczułam się zauważona i zaopiekowana. Stabilizował mi się sens, który w ostatnich miesiącach skakał to tu, to tam. A czasem nawet znikał.
Nie zapomnieć o tym, co już razem przeszliśmy. Dokładnie wiedzieć, że jestem tu właśnie, bo On mnie przyprowadził. Nie pozwolić, żeby obecne niezadowolenie, zagubienie, niepasowanie krzyczało głośniej od Niego. Nie, nie zacierać trudności i nie wkładać na nie chrześcijańskiej dojrzałości, która musi wszystkiemu dać radę z uśmiechem. Zmierzyć się z każdą, może nawet z kimś jeszcze obok, kto z dystansem przypatrzy się temu, co nam zdaje się obecnie sypać. Ale nigdy nie zapomnieć o dobroci Boga. Jedynej stałej w naszej niestałości.
I oddychać głębiej. Z powodu tej dobroci. Dać siebie na ten oddech szansę.
Jakie są twoje wdzięczności? Pamiętasz o nich dzisiaj? Czy może trudno wskazać choćby jedną?
Mi znacznie ciężej przyszło odnaleźć te z ostatnich lat i miesięcy. Widocznie trudności i dyskomfort znieczulają. Ale podjęłam tę pracę uważności, bo przecież niemożliwym jest, że Jego dobroć się wyczerpała. Może ona teraz objawia się zupełnie inaczej niż kiedyś?
Może jak mąż u boku, który od samego urodzenia się naszych synków usypiał ich w nocy i tylko przynosił mi każdego z nich na karmienie?
Może jak niezliczone dokumenty w Mozambiku, które zawsze były na czas, choćby ten czas był na 20 minut przed zamknięciem odprawy?
Może jak anioł, który uniemożliwił rzucenie na nas czarów przez specjalnie ku temu wysłaną osobę? (Opowiem, opowiem!)
Może jak ten chleb znaleziony w jednej z lokalnych piekarni, co ciut przypomina ten, który znam z Polski?
Może jak prąd, który często wraca po słowach: „Panie, proszę, niech ten prąd już wróci…”?
Może jak ten czas na pisanie, który daje mi mój mąż, kiedy zabiera chłopców na off-roadową przejażdżkę w buszu?
Może jak te bransoletki, którymi mogę zająć ręce i duszę, a dać odpocząć głowie?
Może jak misjonarze z Polski, którzy będą z nami już za kilka dni?
Może musimy żyć uważniej, żeby usłyszeć: „Przecież Jestem. Przecież zawsze Będę.”
/ Jeśli moje pisanie wnosi odrobinę do Twojego życia i chcesz wesprzeć mnie w pisaniu, możesz postawić mi wirtualną kawę na Buy Coffee To. Dziękuję za każdą! /
