Inna

“Mój Drogi, zaczął się mój jedenasty miesiąc w Afryce. I przeczuwam, że jestem inna. Przeczucie to przychodzi z obawą, że trudno będzie objaśnić mój świat tu, tam.” Tak zaczęłam jeden z moich listów jeszcze w grudniu zeszłego roku i nigdy go nie skończyłam. Dla kogoś, kto trafiłby na niego po latach (i jednocześnie nie znalazł żadnego kolejnego), mógłby być dowodem, że obawa była uzasadniona i ta niemożność objaśnienia zakończyła coś na zawsze. Jednak dziś, cztery miesiące później, wszystko, co wówczas było tylko niewyraźnym wyobrażeniem podszytym wyraźmym lękiem, jest już moim doświadczeniem. Ale doświadczeniem kolorowym i ciepłym, choć zdarzyło się zimą.

Tamten list miał wyrażać moją obawę zderzenia z polską rzeczywistością. I nie, by chodziło o polskość, ale raczej cywilizację europejską. Zderzenie ze światem, który nie musi wrzucać papieru toaletowego do osobnego worka, który jest zwykle jednorazową reklamówką (o ile w ogóle papier jest używany). W którym kobiety nie owijają się kolorowym materiałem (kapulaną) na wszelki okazje od sprzątania po świętowanie. Gdzie nie je się ryżu z fasolą bez umiaru, a kurczak nie wskazuje na najwyższą formę świętowania. I czy tego nie dałoby się objaśnić? Nie, to jest prosty i już znany powszechnie w Europie obraz egzotycznej Afryki.

Rzeczy trudne do objaśnienia są w ludziach. W ich zachowaniach. W tym, jak podejmują decyzje. Jak wychowują dzieci. Jak podchodzą do pracy i do pieniędzy. Do przyjaźni. Jak kochają. Trudne, bo powiedziane ogólnie będzie jednocześnie prawdziwe (bo na to się napotykam co krok) i nieprawdziwe (bo nie studiuję każdego Mozambijczyka). Trudne, bo Europejczycy wiedzą dużo, ale o to jedno za mało – że ich świat nie jest jedynym słusznym. I to niczyja wina. Można słuchać o tym w szkołach i na seminariach, ale to nie tak staje się w człowieku filtrem oceny rzeczywistości. To się odkrywa przy uważnym byciu z osobą, która jest z tego innego świata. To zostaje, gdy próbuje się z nią żyć. To uczy pokory.

Gdzieś już to komuś powtarzałam. Wierzę mocno, że kultura Bożego Królestwa jest ponad europejską i afrykańską kulturą. Każdą. I że zmiana, jakiej często nie widzę w ludziach narodzonych na nowo (lub lepiej, tych, którzy tak twierdzą), tu, tak samo jak tam, nie ma o tyle znaczenia, o ile wszyscy jesteśmy w drodze i nie moja to praca dotykać czyjegoś serca, ale Ducha Świętego. Ale istnieje rownież zmiana, którą widzę, i ją widzieć wybieram najpierw. Dla własnej zachęty.

Mocno wierzę, że Biblia jest do poznania metodami, których uczymy się w zachodnich szkołach i do poznania, gdy człowiek nie potrafi czytać, albo czyta wolno, albo czyta i nie studiuje Słowa jak bibliści. Nawet nie wie, że ktoś taki jak biblista istnieje. Ponieważ wierzę, że Biblia, niezależnie od metody jej poznawania, ożywa tylko dzięki Duchowi Świętemu, który pracuje w każdym z taką samą pasją i miłością. I tak samo objawia Ojca, który chce mieć nas najbliżej.

No bo jeśli nie, to kłamstwem byłoby, że On jest dla każdego. Tak samo dostępny ze swoim zbawieniem, ukochaniem, uzdrowieniem i życiem obfitym. No bo jeśli nie, to na darmo nasze życie.

Jestem inna. Poszerzyło mi się widzenie. Czytam ludzi w kontekstach, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia. Ale wiesz, Polska przyjęła to bardzo dobrze. Albo może nie zauważyła. Tak czy inaczej, nie było jakiejś bariery między nami. Bariery, której doświadczyłam wcześniej. Bariery patrzenia z innymi paradygmatami w środku. Polska mnie ukochała. Polska w jakimś sensie dała mi męża. Polska nakarmiła mnie. Polska pośmiała się ze mną i mnie wysłuchała. Obdarowała. I wypuściła, żebym mogła tu wrócić. Żebyśmy mogli zacząć od nowa.

Pemba, 30.03.2019

PS. Lubię listy do Ciebie, bo piszę, co chcę i z niczego nie muszę się tłumaczyć.

Leave a Reply