Przychodzenie

Te teksty to moje modlitwy do Boga w ostatnie święta wielkanocne (2019). To moje przychodzenie do Niego. Z nowym głodem. Z nową tęsknotą za jednością. Bliskością. Z nowym zapatrzeniem w Niego. O, z rozgrzewanym raz po raz pragnieniem Jego samego. Przed każdym. I ponad wszystko. Pośrodku sztormu. Bo głodny może przyjść do Pana w każdym czasie. I naje się do syta.



I.

Wielki Czwartek. Ogród

Chcę wrócić do miejsca, w którym na szelest trawy w ogrodzie o poranku zareaguję niedoczekaniem. Na Ciebie. I motylkami w brzuchu. I spokojem. Diabeł zabrał nam radość ze spotkań. Przyjemność przechodzenia się razem po ogrodzie. Rozmawiania. Dzielenia się wszystkim. Bez wstydu, winy i strachu. Oddzielił. Okradł. Zabił.

Ale, Jezus.

On otworzył nam dostęp to tego miejsca. Możemy tam wejść, jeśli zechcemy. Pojednani. Czyści. Nie musimy udawać. Ukrywać. Chować się. Ale przyjść, jacy jesteśmy. Do ogrodu. I być z Tatą. Pielęgnować w sobie niedoczekanie spotkania Go, gdy przechadza się w porannym powiewie. I uchwycić to spełnienie, gdy do Niego dołączymy.

Wielki Czwartek to dla mnie modlitwa o poszerzenie. Odkrycie nowych zaułków w naszym ogrodzie, może między bananowcem a drzewami moringi. Nowych ścieżek. Nowych zachwytów między nami. To modlitwa o pojemności, jakich nigdy wcześniej w sobie nie mieściłam. By spotkać Ciebie, jak nigdy dotąd. Tylko dla wspólnego spotkania.



Wtedy usłyszeli głos Pana Boga chodzącego po ogrodzie w powiewie dziennym. I Adam, i jego żona ukryli się przed obliczem Pana Boga wśród drzew ogrodu. I Pan Bóg zawołał na Adama, i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem twój głos w ogrodzie i zląkłem się, gdyż jestem nagi, i ukryłem się. (Rodzaju 3:98-‬10 UBG)


II.

Wielki Piątek. Odpoczynek

W tej mojej nowej szerokości, nie pozwól mi być mądrą. Analizować. Rozkładać na mniejsze. Przyglądać się. By nie zostać z niczym. Twój Krzyż jest tak niemądry. Nie mieści się w ramach wykształcenia. Edukacja go wyśmiewa. W tej mojej nowej szerokości, nie daj mi myśleć, zachowaj przed wszystkim, czego uczono mnie latami. Dziękuję Ci za prostotę Krzyża. Jego nieskomplikowane ratowanie.

Ojciec. Tata. Objawiony w Synu. Objawiony temu, któremu zechce. To chcę być ja. Objaw mi Ojca. Objaw mi Boga, który mógłby wszystko, a zechciał być moim Tatą.

W tej mojej nowej szerokości, dźwigaj za mnie. Patrzę, jak umierasz z moim grzechem, chorobą, niedostatkiem, zasmuceniem, niemożnością. Jak milczysz o tym, czyja to wina doprowadziła Cię do krzyża. A przecież moja.

Dzisiaj jestem z Tobą pod krzyżem. I patrzę, jak czynisz mnie wolną. Jak przygotowujesz się do zwycięstwa. Jak źle wyglądasz w tej swojej bezwarunkowej miłości, o której mówią, że jest niemożliwa. Przepraszam to za mało. Dziękuję też za mało.

A Ty patrzysz i bez słowa bierzesz wszystko. Mówisz: odpocznij.



W tym czasie Jezus powiedział: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te sprawy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je niemowlętom. Tak, Ojcze, gdyż tak się tobie upodobało. Wszystko zostało mi dane od mego Ojca i nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a ja wam dam odpoczynek. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz. Moje jarzmo bowiem jest przyjemne, a moje brzemię lekkie. (Mateusza 11:25‭-‬30 UBG)


III.

Wielka Sobota. Cisza

Czasami czuję się tak, jakby Cię nie było. Jakbyś przestał słuchać. Przestał odpowiadać. Jakbyśmy gdzieś w pół drogi stracili łączność. Jakbyś umarł.

Moje doświadczenie wówczas ożywa. Mówi mi mądre rzeczy, których nie mogę znaleźć w Twoim Słowie. A Twoje Słowo wówczas, takie ciche.

Wtedy czekam. Na tyle duża, by nie uwierzyć nikomu poza Tobą. Nieważne jak długo nie umiem Cię usłyszeć. Nieważne jak długo nie widzę zmiany moich okoliczności. Nieuzdrowienia. Braku. Bólu. Czekam, wiedząc, że choć wyglądasz jak nieżywy, działasz. Jesteś. Słyszysz. Słuchasz. Przygotowujesz mnie na swój cud. Wykonało się.

Tamtego dnia ludzie, którzy Ci uwierzyli i chodzili z Tobą, musieli być tak bardzo rozczarowani. Ale to był ich wybór. Ty mówiłeś, co się stanie. Oni, nie słuchali? Nie uwierzyli? W mojej ciszy nie pozwól, żebym zapomniała, co mi obiecałeś. W moim oczekiwaniu chcę być wzmocniona wiarą. Chwalić i czcić Ciebie. Kiedy nie widzę, pozwól mi zobaczyć. Kiedy wątpię, przekonuj, że masz moc wykonać, co zapowiedziałeś. Upewniaj mnie, że to wiara rodzi obietnicę.

Twoj krzyż jest moją pierwszą.

Dlatego jakkwiek źle sytuacja nie wygląda dzisiaj, cicho mi i dobrze z myślą, co będzie jutro.



Tak więc dziedzictwo jest z wiary, aby było z łaski i żeby obietnica była niewzruszona dla całego potomstwa, nie tylko dla tego, które opiera się na prawie, ale i dla tego, które jest z wiary Abrahama, który jest ojcem nas wszystkich; (Jak jest napisane: Ustanowiłem cię ojcem wielu narodów) przed Bogiem, któremu uwierzył, który ożywia umarłych i przywołuje te rzeczy , których nie ma, tak jakby były. On to wbrew nadziei, mając nadzieję, uwierzył, że stanie się ojcem wielu narodów według tego, co mu powiedziano: Takie będzie twoje potomstwo. (Rzymian 4:16‭-‬18 UBG)



IV.

Wielka Niedziela. Wszystko

Jesteś! I nic już nie może stanąć między nami. Ukochana nierozsądnie. Na zawsze. Obdarowana wszystkim. Bez daty przydatności. Zwyciężyłeś, a ja z Tobą.

Chcę wybierać to zwycięstwo codziennie. Bo, wciąż, mogę z Twojej ofiary na krzyżu nie korzystać. Kiedyś, gdy leżałam chora z guzkami na węzłach chłonnych i się bałam, powiedziałeś do mnie: “Za każdym razem, gdy się boisz, czynisz moją ofiarę niepotrzebną.” To było dwa tygodnie przed moim wyjazdem do Mozambiku, wówczas na dwa miesiące. Tego też się bałam. O tym powiedziałeś tak samo.

Chcę zwyciężać codziennie. Mogę, bo Ty zwyciężyłeś. Nie pozwól mi wybierać niczego, co jest mniejsze niż to “wszystko”, co wywalczyłeś dla mnie na krzyżu. Przebaczenie grzechów. Dostęp do Boga. Zdrowie. Wszystkiego wystarczająco. Wolność. Nowe, a nie lepsze życie. Nowe życie.

Ty mówisz, że jestem sprawiedliwością Bożą w Chrystusie. Niewinna. Mówisz, że króluję z Tobą. Że siedzimy razem po prawicy Ojca w niebie, ponad wszystkim, co mogłoby mi zaszkodzić. Że jestem nowym stworzeniem. Że co stare, minęło. Nie pozwól mi żyć niżej. Biedniej. W Chrystusie jest wszystko, czego potrzebuję. Moje bogactwo bez wymiarów.

Żyjesz! I już niczego nie ma między nami. I czekam, aż znów przyjdziesz.



Cóż więc na to powiemy? Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale wydał go za nas wszystkich, jakże nie miałby z nim darować nam wszystkiego? Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Bóg jest tym, który usprawiedliwia. Któż potępi? Chrystus jest tym, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który też jest po prawicy Boga i wstawia się za nami. Któż nas odłączy od miłości Chrystusa? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? Jak jest napisane: Z powodu ciebie przez cały dzień nas zabijają, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale w tym wszystkim całkowicie zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Jestem bowiem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani moce, ani teraźniejsze, ani przyszłe rzeczy; Ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie będzie mogło nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Jezusie Chrystusie, naszym Panu. (Rzymian 8:31‭-‬39 UBG)

Leave a Reply