Najpierw przebiegła myśl, żeby rozpocząć spotkania dla mozambijskich matek. Żebyśmy mogły wspierać się nawzajem. Ale w dwie sekundy już wiedziałam. One mają się lepiej niż ja.
Mój mąż wyjechał na dwa dni i jedną noc. W busz. By opowiadać o Jezusie.
Przerażało mnie to. Moja codzienność to być samej z trójką dzieci. Ale mąż jest zawsze na wyciągnięcie ręki po telefon. Nie tym razem. Już nie raz przecież któreś z dzieci zaczynało gorączkować, wymiotować, mieć ostrą biegunkę. Już nie raz przecież ja czułam się tak, że dzwoniłam, by przyjechał.
I ktoś może powiedzieć, że to zwykłe sytuacje. Tak. Ale ja w Mozambiku jestem zupełnie sama. Nie mam tu nikogo, kto mógłby na chwilę popilnować dzieci. Nie mogę się nigdzie ruszyć. Z nikim zamienić słowa. Tak po prostu, żeby poczuć się jak człowiek. Gdy jestem sama. W domu.
Czasem patrzę tęsknie za tymi wioskami, co to niektórzy je mają. I przypominam sobie o jednym jedynym życiu, którym tak żyłam. Wtedy jednak bez dzieci, będąc dzieckiem. To było jeszcze w Jezioranach. Gdzie na kawkę wpadało się ot tak, bo akurat się przechodziło. Gdzie znało się każdą panią sprzedawczynię. Gdzie mówiło się: “doniosę 10 zł jak będę szła później po chleb”.
Choć nie miałam poczucia, że wychowywała mnie wioska. Może dlatego właśnie teraz tak mi trudno.
Ale w Polsce mam rodzinę i przyjaciół. Wszyscy zmęczeni i zabiegani, jednak mam tę myśl, że mogę poprosić o pomoc. Tu mam męża. Mamy siebie. I to i tak ogromnie dużo. Nie każdy tak ma.
Wszystko to piszę, bo szukam swojej drogi do wioski. I nie wiem, którędy się do niej idzie. Czy trzeba być osobą, która zagaduje sąsiadów? No ja nie jestem, nawet w Polsce. Czy trzeba inicjować kontakt? No ja nie umiem. Wymaga to ode mnie mnóstwa energii. Czy trzeba jeździć na wszelkie spotkania, by poznać ludzi? Ja nie mam siły. Poza tym, ja nie klikam tak łatwo z ludźmi. A bez kliknięcia nie umiem.
Próbuję zapraszać do nas. Pomału.
Ileż to osób mówiło mi w ostatnich latach, że też czują się sami. Że ludzie nie pamiętają. Że to oni wciąż wychodzą z inicjatywą. Że niby są pośród, a jednak nie tworzą się połączenia.
Chciałabym się z tego wyrwać. Skonstruować nasz mały prawdziwy świat, gdzie zdania “Jak się masz?” i “Musimy się koniecznie spotkać.” naprawdę to znaczą.
Rozmarzyłam się.
A Wy, macie swoje wioski? I jak to się stało, że jesteście ich częścią?
• Suppi – miejsce, gdzie możesz wesprzeć mnie w pisaniu i misjach w Mozambiku – znajdziesz tutaj. •
