Nie chciałam tam lecieć. Kiedy myślałam o samotnej podróży do Afryki, pojawiało się obezwładniające uczucie stresu zlokalizowane w brzuchu. Powtarzałam sobie, że przecież nic nie muszę. Że jeśli źle mi z tą myślą, mogę ją zostawić. Ale nie tak umówiłam się na życie z Bogiem. Chciałam być cała Jego bez względu na koszt.
Podejmowałam więc tę myśl od czasu do czasu, ale za każdym razem odkrywałam to samo – Bóg mnie tam woła, a ja się boję.
Pamiętam dobrze ciemność mojego mieszkania i szeroko otwarte oczy. Noce, w środku których budziłam się nagle z poczuciem, że spadam. Bez gruntu pod stopami i z pytaniem: czy już jestem w Mozambiku i czy to na zawsze?
Pamiętam dobrze, że ogarniało mnie wtedy przerażenie. Poczucie, że nie kontroluję swojego życia.
Jednej z takich nocy przyśnił mi się sen. We śnie była noc. Spałam w pokoju, gdzieś w Mozambiku. Nagle wbiegło tam kilkoro dzieci, które zaczęły ściągać mnie z łóżka i mówić, bym poszła z nimi modlić się o kogoś. Nie udało im się mnie przekonać, więc wybiegły z pokoju, a ja zostałam z myślą, że jestem bardzo zmęczona i że nie dam rady wstać. I wtedy usłyszałam głos Boga: “Masz prawo odpoczywać, spać w nocy. Przecież noc jest od spania, a ty jesteś zmęczona. Możesz z nimi nie iść, ale wówczas nie zobaczysz, jak Ja działam.”
Gdy rano się obudziłam, było dla mnie jasne, że lecę.
Nie dlatego, że muszę. Dlatego, że chcę oglądać Jego działanie. Dlatego, że Go kocham. Z tą decyzją przyszła też odwaga – zupełnie z łaski, od Niego. Jednej nocy nie zmieniły się okoliczności. Nie nabrałam wprawy w dalekich samotnych podróżach na inny kontynent, nie wpłynęło na moje konto kilka tysięcy złotych, których potrzebowałam na wyjazd. A jednak niespokojne noce się skończyły. Tamta myśl zapisana w kalendarzu stała się moim przekonaniem.
Dziesięć lat później mieszkam w Mozambiku już dziewiąty rok. I widzę, jak On tu ze mną jest.
Bóg woła nas, jak chce.
Abrahamowi powiedział tylko: wyjdź ze swojej ziemi i idź do ziemi, którą ci wskażę. Reszta musiała być zaufaniem. Z całą swoją niewygodą. (Rodzaju 12:1-4)
Mojżesz widział krzak, który płonie, ale się nie spala i rozmawiał z Bogiem. A jednak strach spowodował, że od swojego zadania próbował się wykręcić. (Wyjścia 3:1-12)
Izajasz ujrzał chwałę Boga wobec której wszystko, co znał przestało mieć znaczenie. Gdy Bóg zapytał: “Kogo poślę?”, Izajasz był gotów: “Poślij mnie”. (Izajasza 6:1-6)
Paweł był jedną z tych osób, o których zwykle myślimy: niemożliwe, by ten poznał Jezusa. A Bóg na to: “ten człowiek jest moim wybranym naczyniem. On zaniesie moje imię przed pogan, królów i synów Izraela.” Po kilku dniach od spotkania z Jezusem zaczął głosić Go w synagogach. (Dzieje Apostolskie 9)
Bóg woła nas, jak chce.
Do nas należy przychodzenie do Niego. Serce otwarte na głos Ducha Świętego. Uważność na Jego słowa i okoliczności, w których nas stawia. Do Niego należy czas i sposób.
On ma dla Ciebie powołanie. (Efezjan 2:10, Psalm 139:16).
On Cię zawoła.
Każdemu jednak, kto czeka z założonymi rękami aż Bóg podpali krzak, który nie spłonie, powiem: tyle jest roboty.
W Nowym Testamencie Bóg objawia do czego powołany jest każdy wierzący. Najpierw, do bycia z Nim (1 Koryntian 1:9). Do świętości (1 Tesaloniczan 4:7-8), do pokoju (Kolosan 3:15), do wolności służącej kochaniu drugiego (Galacjan 5:13), do cierpliwego znoszenia trudności dla Chrystusa (1 Piotra 2:21), do głoszenia Ewangelii (Mateusza 28:19–20). I wiele więcej.
Ty też jesteś.
Zawołany.
/ Jeśli uważasz za wartościowe, co piszę i chcesz mnie wesprzeć w tym, co robię, zostawiam link do platformy Suppi. Dziękuję! /
/ Kiedyś napisałam e-booka o mojej drodze – od nawrócenia po wylot do Mozambiku. Jest darmowy. Jeśli masz ochotę poczytać, jak Bóg mnie prowadził, zostawiam link do niego. /
