Bóg finansuje swoje plany

Trzy tygodnie. Za długo, nie dostanę urlopu. Kilka tysięcy złotych. Za drogo, nie uda mi się uzbierać. Afryka. Za daleko, boję się sama. Taka była moja pierwsza reakcja na misje krótkoterminowe w Mozambiku. Na szczęście, Bóg na mnie poczekał. Pracował nad moim sercem. Aż stałam się gotowa, by iść.

To było jakieś trzy lata temu, gdy leżąc na kanapie w moim wymuskanym mieszkaniu, czytałam pierwszą w moim życiu książkę Heidi Baker “Wszystkiego pod dostatkiem”. Z tego wieczoru pamiętam bardzo wyraźnie dwie rzeczy. Pierwsza, co któreś przeczytane zdanie powodowało ścisk w gardle i napływ łez do oczu. Druga, wewnątrz mnie rodziło się pragnienie pozostawienia wszystkiego z powodu miłości, by iść w świat i kochać. Wtedy była to dla mnie abstrakcja. Dziś wiem, że to był początek.

Zanim wsiadłam do samolotu w październiku 2016 roku, przebyłam swoją drogę do tego miejsca. To droga między myślą a przekonaniem, którą opisałam wcześniej i ta późniejsza, między przekonaniem a wejściem na pokład samolotu. Dlatego jeszcze przed wylotem do Mozambiku dzieliłam się, czego Bóg już nauczył mnie przez ten wyjazd, choć jeszcze wcale nie poleciałam. Mogę to podsumować jednym zdaniem – kiedy Bóg wkłada w serce pragnienie, zapewnia też wszystko, co jest potrzebne do jego realizacji. Ja potrzebowałam pieniędzy, ludzi blisko i odwagi. Wszystkiego wystarczyło.

Kiedy Bóg wkłada w serce pragnienie, zapewnia też wszystko, co jest potrzebne do jego realizacji.

Dzisiaj bawi mnie, że będąc mocno podekscytowana tym, co mówi do mnie Bóg, zupełnie nie wzięłam pod uwagę finansów. Miałam je z tyłu głowy, ale Boże prowadzenie było tak realne, że wszystko inne nie miało znaczenia. Więc kiedy dostałam mejla, w którym pierwsze zdanie brzmiało “Bem vindo and welcome to Pemba!!!” zderzyły się we mnie dwa uczucia: ekscytacja (chcą mnie w bazie Iris Global w Pembie w Mozambiku!) i przerażenie (ale ja nie mam pieniędzy, żeby tam pojechać, co im powiem, jeśli się nie uda). Dopiero wtedy podliczyłam finanse. Okazało się, że na wyjazd (włącznie z tym, co chcę tam dawać) potrzebuję ok. 8,5 tys. zł. Odłożonych miałam ok. 3 tys.

Naszą naturalną skłonnością jest branie spraw w swoje ręce. To nie było rozsądne z mojej strony – aplikować do Mozambiku, nie szacując wcześniej kosztów. Ale mój kolejny krok był równie nierozsądny. Rozpoczęłam przygotowania pomimo braku. To dlatego, że usłyszałam Boży głos i rozpoznałam Bożą wolę dla mnie na ten czas. Zrobiłam więc krok wiary, mając pewność, że On zaopatruje we wszystko. Pamiętam, powiedziałam to Bogu. Skoro chciał, żebym pojechała, wiedząc ile mam na koncie, teraz musi sfinansować Swój plan. To może brzmieć hardo, ale tak wyglądało moje całkowite uchwycenie się Jego.

Oczywiście, bardzo chciałam znaleźć się w Mozambiku. Jednocześnie miałam ogromną potrzebę wymyślenia sposobu na zdobycie brakujących pieniędzy i zorganizowania całego wyjazdu. Kontroli sytuacji. Ale Bóg postawił mnie w okolicznościach, których nie mogłam kontrolować. I w tym miejscu mojej bezradności uczył mnie jednego. Kiedy otrzymujemy obietnicę (która szybko staje się naszą obietnicą, bo zaczynamy się z nią utożsamiać), ciągle musimy mieć oczy wpatrzone w Jezusa. Nie trzymajmy się jej bardziej niż Jego. Bo przewrotnie, w tym oczekiwaniu, nie ona powinna być naszym punktem skupienia, ale On. To w naszej drodze do Niego spełnia się każda.

Kiedy otrzymujemy obietnicę, nie trzymajmy się jej bardziej niż Jego. Przewrotnie, w oczekiwaniu na jej spełnienie nie ona powinna być naszym punktem skupienia, ale On. To w naszej drodze do Niego spełnia się każda.

Tego samego dnia, kiedy otrzymałam mejla z Pemby, przyszłam do Boga – bez sił, bez pomysłów, ale gotowa, by pojechać. I oddałam każdy mój problem i zmaganie Bogu. W tej modlitwie momentalnie przyszła do mnie niewzruszona pewność, że Jezus zawsze wystarczy.

Kolejne tygodnie były oglądaniem Jego wierności. W tym czasie otrzymałam kilka przelewów od bliskich mi ludzi, choć wcale nie prosiłam o wsparcie. Tak, opowiadałam im o moim wyjeździe do Mozambiku. Mówiłam, że jadę. W dniu, kiedy miałam kupować bilety lotnicze, miałam na koncie nieco więcej, niż kosztowały. To była ostateczna decyzja – jeśli kupię, to lecę. Ale nadal nie wiedziałam, czy zdobędę pieniądze na resztę wydatków. Inną sprawą było, że działo się to w połowie miesiąca, a konto czyściłam niemal do zera. Pierwszy raz w życiu nie miałam wyjścia awaryjnego. Powtórzyłam Bogu: Ty wymyśliłeś Mozambik, wierzę, że Ty dasz mi pieniądze. Przez kilka dni zjadłam zapasy z lodówki, w końcu sięgnęłam po zapasy ryżu. Trwałam przy swoim. Albo raczej, przy Bogu. W ciągu kilku dni dostałam niespodziewany zwrot za wodę, a podatek, który miałam zapłacić okazał się o 500 zł niższy niż przewidywałam. Wystarczyło też na życie do końca miesiąca. Wkrótce przyszło zaopatrzenie z innych źródeł. Bóg sam mówił ludziom, że potrzebuję pieniędzy na wyjazd.

Tu chcę zaznaczyć, że nie zawsze Bóg działa w ten sposób. Zgodne z Bożym Słowem jest, aby odkładać pieniądze i być przygotowanym. Dobrze planować. Jest również w porządku prosić innych o wsparcie. Ale prawdą jest też, że Bóg zawsze powołuje do rzeczy, które nas przekraczają, również finansowo. I dlatego to na Nim musimy polegać i działać według Jego sposobów, które mogą być różne w zależności od sytuacji. Tak wygląda ekonomia Bożego Królestwa. W Bożym Królestwie jest wystarczająco dużo pieniędzy, żebyś zrealizował Boży plan.

Tak wygląda ekonomia Bożego Królestwa. W Bożym Królestwie jest wystarczająco dużo pieniędzy, żebyś zrealizował Boży plan.

Pieniądze, które otrzymałam na wyjazd do Mozambiku to realność obietnicy, którą możemy zobaczyć w Biblii. “A Bóg ma moc udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, obfitowali we wszelki dobry uczynek;” (2 Kor. 9:8) To Słowo mówi, że Bóg nam błogosławi nie tylko po to, aby zaspokoić każdą naszą potrzebę, ale również po to, byśmy mogli być błogosławieństwem. Wyjazd do Mozambiku był moją radością i moją przygodą, ale był też ogromną sposobnością do kochania, o czym napiszę wkrótce.

 

Leave a Reply